Rozmowa z Nauczycielką Roku: „Dziecko do szkoły przynosi dwa plecaki – jeden z książkami, a drugi z tym, co w domu”

Anna Chlebus
Anna Chlebus
z archiwum Iwony Pietrzak-Płachty
Dokładnie od 20 lat Ministerstwo Edukacji Narodowej pospołu z czasopismem „Głos Nauczycielski” wybiera jedną, szczególną osobę, która może pochwalić się nie tylko wynikami w nauce swoich podopiecznych, ale przede wszystkim wywiera pozytywny wpływ na swoje szkolne środowisko codziennie czyniąc go lepszym i przyjaźniejszym miejscem. W tegorocznej edycji laur „Nauczycielki Roku” powędrował do bibliotekarki z „Wypożyczalni Skrzydeł” w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Pliszczynie. Z Iwoną Pietrzak-Płachtą rozmawiamy o wyróżnieniu, niezwykłym zaufaniu, jakim darzą ją dzieci, magicznym świecie książek i o tym, jak być dobrym nauczycielem.

To bardzo paradoksalna nagroda – odkąd otrzymała Pani wyróżnienie „Nauczycielki roku” kalendarz spotkań i wystąpień nagle zapełnił się po brzegi i czasu na to, za co zostało ono wręczone jest znacznie mniej.

To prawda! Teraz mój świat naprawdę stanął na głowie – i świat szkoły też. Telefony i prośby o mój głos w różnych sprawach nie ustają. Z tego powodu przez ostatnie dni moja „Wypożyczalnia Skrzydeł” miała niestety zamknięte drzwi. Gdy gdzieś wyjeżdżam to muszę wywiesić na drzwiach biblioteki kartkę „dzisiaj jestem tu i tu, widzimy się jutro, tęsknię” – bo inaczej tak by szarpali, że wyrwaliby mi klamkę podczas prób dostania się do środka! (śmiech) Spotkałam się z dziećmi dopiero dzisiaj, ależ były wytęsknione... Nareszcie wszyscy się naprzytulaliśmy, naładowaliśmy nawzajem swoje akumulatory – bo jak mnie nie ma, to one mówią, że im się baterie wyczerpują. (śmiech) To działa w obie strony. Jestem tu, gdzie lubię być najbardziej, to moje miejsce na ziemi – tu, w bibliotece, z moimi dziećmi. Tego się muszę trzymać. Chyba to właśnie we mnie kapituła doceniła.

Dostrzegła w Pani właśnie tą prawdziwość. Co ją zapewnia? Kluczowa umiejętność nauczyciela to utrzymywanie tych wspomnianych już otwartych drzwi?

Myślę, że to jest w ogóle wartość całej szkoły. Osoba, do której przychodzi dziecko powinna mieć czas, żeby to dziecko przyjąć – nie tylko z pracą domową, ale ze wszystkim. Trzeba pamiętać, że ono zawsze ze sobą niesie dwa plecaki – jeden z książkami i zeszytami, ale drugi z niepowodzeniami, kłopotami w domu, przegranymi zawodami sportowymi, relacjami w klasie… Jako pedagodzy zawsze musimy mieć to na uwadze. Uczeń nie jest tylko uczniem, jest przede wszystkim drugim człowiekiem, na którego składa się multum czynników.

A przecież nawet my, dorośli, nieraz mamy problem z tym drugim plecakiem – a co dopiero dzieci.

My, nauczyciele też przecież mamy dwie torby – jedna ze sprawdzianami, a druga z całą resztą tego, co nas otacza. Jeśli nie będziemy siebie nawzajem tak po ludzku traktować, to skończymy jak maszyny – oni do uczenia się, a my do nauczania. Niech Pani zauważy, że słowo „nauczyciel” w ogóle ma w sobie niezwykłą twardość, surowość.

Od razu narzuca ogromny dystans, dość jest bezduszne.

NA-uczyciel od NA-uczania. Ja wolę „wychowawca”. Wychować człowieka, wychować nowe pokolenie. Dostrzegam jednak – i niezwykle doceniam – że na szczęście idzie to wszystko ku dobremu. System dystansu powoli zaczyna upadać, coraz więcej szkół decyduje się na rezygnacje z ocen, „nauczyciele” sukcesywnie ustępują miejsca „wychowawcom”. Takiego słowa najczęściej używał Korczak. Może to dlatego „Wypożyczalnia Skrzydeł” otrzymała nagrodę jego imienia? Do tej pory nie wiem, kto doprowadził do tej nominacji. Jakaś niewidzialna ręka…

Niewidzialne skrzydło! (śmiech)

Tak! I to był ogromny podmuch w nasze. Ja po prostu pracowałam z dziećmi tak, jak pracowałam i tajemniczy ktoś po prostu dostrzegł w tym Korczaka. Pamiętam, jak tłumaczyłam mojemu synowi, czym dla mnie jest ta nominacja – bo wtedy jeszcze nie marzyłam nawet o wygranej. Odpowiedział mi, już nieco znudzony moim wywodem: „aha, mamo, czyli to jest nagroda dla miejsc, w których dzieci są szczęśliwe!”. Rozłożył mnie tym na łopatki. Czy można piękniej, czy można prościej? Utrafił w samo sedno - dzieci mają niezwykły dar nazywania rzeczy. Właśnie takie powinny być szkoły – w nich szczęśliwe dzieci uczą się same. Nie boją się oceny czy zadawać pytań. Rozumieją, że to najlepsza droga do wiedzy, która zostanie im w głowie na długo. Kiedy nie ma stresu pojawia się przestrzeń. Marzę o tym, żeby ocenę niedostateczną zastąpiła „jeszcze nie”, „spróbuj jeszcze raz”. Jakie to by było dla dzieci motywujące! Przecież one teraz się boją zadawać pytania, bo to przyznanie się do niewiedzy - a ta z kolei interpretowana jest jako coś złego. A dla mnie „nie wiem” znaczy „szukam”. Boję się, żeby w dzieciach ta ciekawość świata nie została zabita.

Skoro w takim razie Nagroda im. Korczaka jest dla miejsc, w których dzieci są szczęśliwe, to Nauczyciela Roku dostaje ta PRZY której dzieci są szczęśliwe. Pani wyróżnienie to pierwszy przypadek w historii, gdy ten laur trafił do bibliotekarki – w każdej szkole to człowiek instytucja, niejako bliżej dziecka, bardziej bezpieczna.

Ja jestem tym przedziwnym, niesprecyzowanym tworem, tą „panią z biblioteki”. Nie chodzi tu tylko o percepcję dzieci – w wielu szkołach niestety potrzeby wypożyczalni książek są rozpatrywane na szarym końcu. One są zwyczajnie niedoinwestowane. Nieraz mieszczą się w podziemiach albo jakichś schowkach, a na wystrój składają się meble ze wszystkich możliwych epok, które nie pasowały nigdzie indziej. Często jeszcze za biurkiem siedzi ponury nauczyciel i z marsową miną co rusz upomina: cicho! Jak takie miejsce ma przyciągnąć uczniów?
Tymczasem ono ma ogromny potencjał wspierania uczniów i misji szkoły na każdym kroku. Niewykorzystywanie go to czyste marnotrawstwo. My, nauczyciele biblioteczni, mamy więcej czasu i przestrzeni niż ci przedmiotowi. To cicha i bezpieczna alternatywa dla niezwykle głośnych, zatłoczonych korytarzy, szczególnie przyjazna wysoko wrażliwym dzieciom, które to fizycznie boli. One się teraz chowają się po zakamarkach, toaletach, byleby doczekać do lekcji. Dlaczego więc nie miałyby się schronić u nas? Tu czeka na nich ktoś, kto wie, po co tam jest – oraz oczywiście książki, takie plasterki, apteczki na różne dolegliwości. Podsunięte we właściwym czasie potrafią uleczyć duszę. Staram się w dzieciach wytwarzać taką wizję – kiedy otwierają drzwi do biblioteki, to na półkach widzą pulsujące pod okładkami historie. To dla nich bezpłatne biuro podróży, bo ptaki mają skrzydła, a ludzie książki. Dzisiaj największą kompetencją jest umiejętność wsłuchania się w drugiego człowieka, a tego właśnie one uczą. Nie NA-kazują, tylko PO-kazują.

Kto Panią tego nauczył?

Myślę, że główną rolę grało tu moje doświadczenie licealne – pani bibliotekarka pozwalała mi wchodzić do swojego magazynu książek. To były lata 80./90., więc czekały na mnie tylko metalowe regały i rzędy książek, nic specjalnego. Ja jednak czułam się tak, jakby tam się w powietrzu unosił srebrny pył. To bardzo sensoryczne doświadczenie, pamiętam ten zapach, światło, ekscytację. Wtedy poznałam ten ten świat, którym zarażam do dziś.
Później, kiedy studiowałam już bibliotekoznawstwo na UMCSie, los zetknął mnie z profesorem Januszem Ankudowiczem. On naprawdę otwierał nam oczy - przywoził książki Tokarczuk, Gretkowskiej, młodych jeszcze wtedy autorek – bo miał nosa do tego, że kiedyś będą wielkimi nazwiskami. Zawsze brał ze sobą też drożdżowe ciasto i słuchał. Po prostu nas słuchał. A wtedy my chcieliśmy mówić.
Dzisiaj dzieci są zwyczajnie niewysłuchane. Nieraz przy moim biurku stoi po 7-8 osób i się przekrzykuje, walcząc o moją uwagę. Zaprowadzam wtedy porządek mówiąc: zaczekajcie, każdego z Was wysłucham, przyrzekam, ale nie wszyscy naraz. Chyba właśnie ten czas jest takim największym niedoborem szkoły – nauczyciele sami nie mają momentu żeby zjeść spokojnie, czy pójść do toalety, a po pracy pędzą nieraz do drugiej szkoły czy na korepetycje, żeby dorobić do marnej nauczycielskiej pensji. Mam w sobie ogromny bunt – robimy tak ważną, tak delikatną pracę na bezcennym, wrażliwym kruszcu, jaki jest młody człowiek i przyszły obywatel, a jest ona tak mało doceniana i nisko płatna… W innych firmach, gdy chce się docenić pracownika daje się mu po prostu podwyżkę – a my tak nie mamy. To przynosi mnóstwo rozgoryczenia.

W takim razie znalazłyśmy jeden z niewątpliwych plusów tej nagrody - od dawna mówi się o kryzysie nauczycielskich „powołań”, wypaleniu zawodowym, niskich płacach i takim zwyczajnym, codziennym zmęczeniu. Pani to naświetla i zwraca uwagę.

Doceni nas dziecko, rodzic, współpracownik czy organ prowadzący. Ale systemowo - jest jak jest. Kiedy odbierałam tą nagrodę wspominałam moją dyrekcję – cieszę się jej ogromnym zaufaniem i przestrzenią. Nie jestem wykorzystywana do zastępstw kiedy tylko ktoś jest potrzebny – a wiem, że w wielu szkołach tak niestety jest. Mam wsparcie, również finansowe, dlatego mogę działać. Nauczyciel zrobi wiele, ale nie wszystko może w pojedynkę. Kiedy poprosiłam o pieniądze na rewitalizację, to one się znalazły – bo miejsce, które ma przyciągnąć dzieci musi być estetyczne i przytulne. One są są papierkiem lakmusowym każdego takiego przedsięwzięcia, w nich nie ma ani grama fałszu. Jak się nudzą – to się nudzą i ziewają prosto w twarz. Jak im się coś podoba to słuchają z błyszczącymi oczami.
Współcześnie biblioteka to nie „podawalnia” książek, tylko miejsce animacji kultury. Dzieci przychodzą tu po prostu pobyć, niekoniecznie poczytać. Puszczam cichą muzykę, pozwalam się zwinąć na sofie w kłębek i wyciszyć. Nie pytam. To model skandynawski, w którym nie ma za grosz nadęcia – tam nikogo nie dziwi, że w jednej części czytelni jest plac zabaw dla dzieci, a w drugim kącik gier wideo. To miejsce dla ludzi a nie ludzie dla miejsca. One tutaj nic nie muszą.

Traktujecie dzieci jak ludzi – a one nie są do tego przyzwyczajone.

Róbmy więc wszystko, żeby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wyprawka szkolna - ostanie dni na złożenie wniosku

Materiał oryginalny: Rozmowa z Nauczycielką Roku: „Dziecko do szkoły przynosi dwa plecaki – jeden z książkami, a drugi z tym, co w domu” - Lubelskie Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na lublin.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie