Prof. Antoni Dudek: W procesie szczepienia kluczowy jest czas

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
16.02.2017 warszawa 
antoni dudek - profesor , politolog
fot bartek syta/ polska press
16.02.2017 warszawa antoni dudek - profesor , politolog fot bartek syta/ polska press Bartek Syta
Mam nadzieję, że uda się w tym roku zaszczepić 70 procent, ale nie całej populacji, tylko tej grupy 30 plus, bo ona mnie najbardziej interesuje. A jeśli się nie uda, to czeka nas tego roku jesień jeszcze bardziej ponura niż ta ubiegłoroczna – umrze odpowiednio więcej ludzi i tyle. Ponieważ po wakacjach nie będzie już tych wszystkich ograniczeń: ludzie będą chodzili masowo na koncerty, do restauracji, będą się odbywały masowe imprezy. I będziemy świadkami procesu selekcji po prostu – mówi prof. Antoni Dudek, politolog

Co pan myśli o tej aferze ze szczepionymi poza kolejnością aktorami, celebrytami, politykami?
Myślę, że się źle stało. Oczywiście, takie zdarzenie nie powinno mieć miejsca. Ale z drugiej strony rozgłos, który ta sprawa zyskała, paradoksalnie, może się przysłużyć sprawie bardziej niż oficjalne promocje szczepień, które były planowane i które miały się przysłużyć, miały być uzasadnieniem konieczności szczepienia się COVID-19. Iluś ludziom sceptycznym da do myślenia, bo jeśli aktorzy i celebryci tak bardzo chcą się zaszczepić, to może, rzeczywiście, warto. Moim zdaniem, głównym problemem, jaki mamy, nie jest fakt, że w jakiś sposób zaburzono procedurę - chociaż oczywiście źle się stało, że ją zaburzono - głównym problemem jest to, że bardzo wielu Polaków, jak wynika z badań, nie chce się w ogóle szczepić i za kilka miesięcy będziemy mieć z tym olbrzymi problem. Myślę, że paradoksalnie ta historia może pomóc. Bardzo bym chciał, żeby tak było.

Czemu, pana zdaniem, Polacy nie chcą się szczepić? Może za mało o tym mówimy? Chociaż wydaje mi się, że w mediach było sporo materiałów o tym, że powinniśmy się zaszczepić przeciw COVID-19.
Po pierwsze – nie jesteśmy wyjątkiem, bo w wielu innych krajach też jest duża nieufność wobec tej szczepionki. To efekt zmian cywilizacyjnych, które nastąpiły. Mamy do czynienia z tym, co było już diagnozowane przed pandemią, z potwornym szumem informacyjnym, w którym ludzie czują się kompletnie zagubieni i są bardzo podatni na różnego rodzaju teorie spiskowe, którymi nas bombarduje również pop kultura, czy sensacyjne filmy masowo pokazujące, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż wygląda: za wszystkim stoją jakieś wrogie, ciemne siły. Nagle wybucha pandemia, na której zarobią, bo zarobią, międzynarodowe koncerny farmaceutyczne, bo to jest fakt i nie ma co go ukrywać - Pfizer czy inne firmy zarobią ogromne pieniądze na produkcji szczepionek. I tutaj zaczyna pojawiać się podejrzenie: a nóż, coś za tym stoi. Może te szczepienia w ogóle nie są potrzebne, a może nawet są szkodliwe, a może będą po nich jakieś powikłania. Więc, wie pani, to pewna naturalna nieufność, tylko problem polega na tym, jaka jest alternatywa. Alternatywa jest taka oto, że jeśli nie zaszczepi się większość, to koronawirus będzie siał spustoszenie znaczenie większe niż to było w tym roku. Dlatego że, w moim przekonaniu, nie da się w nieskończoność robić lockdownów, czyli za kilka miesięcy rząd powie: „Kto się chciał zaszczepić, to się zaszczepił, a kto się nie zaszczepił, to jego problem.” I w efekcie może się zdarzyć tak, że jesienią tego roku fala pandemii będzie jeszcze wyższa od tej, z którą mieliśmy do czynienia ostatniej jesieni. A liczby są jednak makabryczne, bo, w moim przekonaniu, w samym listopadzie z powodu ogólnego kryzysu, nie tylko samego COVID-19, zmarło ponad 30 tys. ludzi ponad normatywnie, ponad wieloletnią średnią. I to pokazuje skalę problemu, który może się pojawić w tym roku. Mogą być setki tysięcy ofiar w najczarniejszym scenariuszu, jeśli, rzeczywiście, większość się nie będzie chciała szczepić i będziemy mieli taką politykę rządu, którą właściwie rozumiem, bo w momencie, kiedy jest szczepionka rządy mówią: „Szczepcie się! Nie chcecie się szczepić, to wasz problem.” Ja się takiego scenariusza w Polsce boję.

Wracając jeszcze do akcji, nazwijmy to, nielegalnego zaszczepienia kilkunastu osób publicznych, jak pan myśli, co się właściwie stało? Przecież do tych ludzi ktoś musiał zadzwonić, zaproponować im to szczepienie, to poszli i się zaszczepili. Mieli nie iść?
No więc właśnie, nie uważam, żeby tu w grę wchodziły jakieś łapówki, czy że łączyły się jakieś ciemne grupy kumoterskie, żeby sobie coś załatwić. Nie, po prostu ktoś nie pomyślał o tym, jak to może być odebrane. I to pewno jest ten ktoś, kto te telefony wykonywał. Myślał, że to jest takie fajne. Mam też pretensje do rządu, bo nie kryję, że zawsze uważałem, iż samo założenie, że w pierwszej kolejności mają szczepić się tylko lekarze jest błędne. Uważam, że trzeba było skończyć z tą hipokryzja, jak z tymi samolotami: nie kupujemy samolotów dla VIP-ów. Nie, moim zdaniem, trzeba było, zwłaszcza przy tym stopniu nieufności, przyjąć, że w pierwszej grupie szczepionych są z urzędu na przykład: członkowie rządu, prezydent, ministrowie Kancelarii Prezydenta, parlamentarzyści i wszyscy, którzy chcą. I to powinno być jasno powiedziane. A jeśli chodzi o celebrytów, to w ramach promocji akcji szczepień, mogły się zgłaszać wszystkie chętne osoby, a potem zrobiono by losowanie, wylosowano by na przykład stu znanych aktorów, ludzi kultury itd., którzy też zaszczepiliby się w pierwszej kolejności. Można to było zrobić w październiku, listopadzie, kiedy trwały oczekiwania na szczepionkę. Nie zrobiono nic, to poszło na żywioł i teraz zbieramy tego efekty. To dość polskie, my zawsze czekamy na ostatnią chwilę, a później się dziwimy, że coś nie działa.

Ja się boję innej rzecz: tych szczepionek w ośrodkach, w których można się szczepić zostaje, bo nie każdy chce się szczepić. Po takiej aferze lekarze, czy pielęgniarki będą woleli wylać je do zlewu niż zadzwonić do kogoś, żeby skorzystał ze szczepionki, która po prostu została.
Dokładnie tak. Niestety taki będzie skutek tego, co się stało. Dlatego uważam, że wszędzie powinny być stworzone listy rezerwowe. Bo przecież w pierwszej kolejności będą szczepione osoby starsze, wielu z nich w dniu szczepienia pogorszy się stan zdrowia. Nie przyjadą. I co, ich szczepionka ma się marnować? Nie. Powinny być robione listy rezerwowe także z tych młodszych grup wiekowych, z wszystkich chętnych po prostu, bo tu chodzi o czas. Kluczowym jest, aby jak najszybciej zaszczepić jak największą liczbę ludzi. Co innego byłoby, gdybyśmy mieli sytuację, że 99,9 procent Polaków niecierpliwe czeka, żeby się zaszczepić, ustawiają się społeczne kolejki po nocach, wtedy rozumiałbym to oburzenie. Natomiast, jest w tym sporo hipokryzji, w sytuacji, kiedy, jak to wynika z różnych badań, jest potężna grupa Polaków, którzy szczepić się nie chcą.

Mnie jeszcze jedna rzecz martwi: nie wiem, kiedy mam się zgłosić na szczepienie? Nie ma żadnego, chociażby przybliżonego programu szczepień.
Zgadzam się z panią. Na razie jest powiedziane tylko, że szczepi się grupa zerowa, czyli służba zdrowia, potem mamy szczepić od najstarszych, ale przecież wiadomo, że da się z grubsza oszacować, może nie co do dnia, ale jednak jakieś przybliżone terminy. Jest baza PESEL, są systemy komputerowe – był czas od wielu miesięcy, aby zrobić odpowiedni program i on by z grubsza wyliczył, kiedy, w którym tygodniu jakiego miesiąca, osoba mająca lat 56 ma szansę się zaszczepić. Tego się precyzyjnie nie da określić, bo nie wiadomo, ile osób zgłosi się na szczepienia, ale to byłby termin najpóźniejszy, bo brano by pod uwagę wszystkich. Później pewnie by się ta kolejka skraca, bo część osób, by się na szczepienia nie zgłosiła.

Dlaczego tego nie zrobiono?
Bo rząd zajmował się rekonstrukcją. Rekonstruował się i się zrekonstruował szczęśliwie, koalicja przetrwała. Tylko minęło wiele miesięcy. Potem zajmował się secesją Ziobry, który groził wetem i tak to działa. Niestety.

Zakładając, że około 50 procent społeczeństwa nie chce się szczepić, uważa pan, że ta szczepionka powinna być obowiązkowa?
Nie, zdecydowanie nie, bo to by wywołało jeszcze gorsze konsekwencje. Wtedy, wszystkie te podejrzenia antyszczepionkowców zyskałyby potwierdzenie, że chodzi o jakiś spisek, że chodzi o wszczepianie jakichś czipów, czy Bóg wie raczy wiedzieć czego. Nie, tu jedynym sposobem jest uporczywe przekonywanie, że to jest jedyna alternatywa. Myślę, że już niedługo w każdej rodzinie będzie osoba, która zmarła na COVID-19. To będzie ludzi przekonywało, aby się zaszczepić, bo przyrasta liczba ofiar. Więc, mam nadzieję, że uda się ten próg przekroczyć, tym bardziej, że bardziej chodzi o ludzi w wieku średnim i starszym. Młodzi, rzeczywiście, mogą się nie szczepić. Tak wynika zresztą z badań, że chęć szczepienia rośnie z wiekiem i ja to rozumiem.

Myśli pan, że w ciągu półtora roku da się zaszczepić 70 procent populacji?
Mam nadzieję, że uda się w tym roku zaszczepić 70 procent, ale nie całej populacji, tylko tej grupy 30 plus, bo ona mnie najbardziej interesuje. Młodzież, generalnie, bardzo rzadko na tę chorobę zapada, zresztą z góry nie przewiduje się szczepienia dzieci. Więc mam nadzieję, że uda się to zrobić w tym roku. A jeśli się nie uda, to czeka nas tego roku jesień jeszcze bardziej ponura niż ta ubiegłoroczna – umrze odpowiednio więcej ludzi i tyle. Ponieważ po wakacjach nie będzie już tych wszystkich ograniczeń: ludzie będą chodzili masowo na koncerty, do restauracji, będą się odbywały masowe imprezy. I będziemy świadkami procesu selekcji po prostu.

Śląsk może stracić miliard euro

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Antoni Dudek: W procesie szczepienia kluczowy jest czas - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie