MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

„Czwartkowy horror”, czyli dlaczego radni nie pojechali do Niemiec

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
- Takich przeprosin oczekiwalibyśmy w czwartek o północy – mówił radny Tadeusz Lizut (na zdjęciu w środku). - Nie chcę się doszukiwać złośliwości, jakiegoś sabotażu. Jestem daleki od tego. Otrzymaliśmy jednak auto niesprawne technicznie. I wy takim autem wysyłacie nas w drogę o długości 1,3 tys. km? Tak się nie robi.
- Takich przeprosin oczekiwalibyśmy w czwartek o północy – mówił radny Tadeusz Lizut (na zdjęciu w środku). - Nie chcę się doszukiwać złośliwości, jakiegoś sabotażu. Jestem daleki od tego. Otrzymaliśmy jednak auto niesprawne technicznie. I wy takim autem wysyłacie nas w drogę o długości 1,3 tys. km? Tak się nie robi. UM w Zamościu
Takich emocji nie było od dawna. Padły słowa o „czwartkowym horrorze” oraz „zhańbieniu radnych przez prezesa MZK”. Na sesji zamojskiej Rady Miejskiej (29 maja) doszło do awantury. Powód? Do Niemiec miała wyjechać w czwartek (w ub. tygodniu) delegacja zamojskiej Rady Miejskiej. W drogę jednak nie wyruszyli, bo auto osobowe przygotowane przez zamojski MZK zepsuło się już na parkingu… przed Ratuszem. A innego nie podstawiono.

Jak się okazało, temat był bardzo gorący. Na sesji RM zaczęło się jednak od przeprosin. - Chodzi o wyjazd do Schwäbisch Hall (to miasto partnerskie Zamościa w Niemczech) – mówił podczas sesji Piotr Orzechowski, wiceprezydent Zamościa. - Źle się stało, bo na skutek różnego rodzaju splotu wydarzeń do niego nie doszło. Została stwierdzona awaria auta, potem mieliśmy problemy z udostępnieniem auta zastępczego przez brokera ubezpieczeniowego. Z tę sytuację bardzo przepraszamy.

Przeprosiny przyjęlibyśmy w czwartek

W czwartkową podróż do Schwäbisch Hall mieli wyruszyć radni: Agnieszka Klimczuk, Maria Stręciwilk-Gościcka, Zdzisław Wojtak oraz Tadeusz Lizut. Wiceprezydent Piotr Orzechowski podkreślał, że miejscowym urzędnikom bardzo zależało, aby do tego wyjazdu doszło. Kłopot w tym, że podstawione auto osobowe marki volkswagen (o wartości ok. 200 tys. zł) nie chciało z parkingu przed zamojskim Ratuszem ruszyć. Bo popsuło się w nim sprzęgło. Innego samochodu nie udało się zorganizować, chociaż radni czekali na to podobno dziesięć godzin.

Co się stało? Tłumaczył to na sesji Krzysztof Szmit, prezes MZK w Zamościu. - Doszło do przykrego incydentu – przyznał. - To awaria samochodu, który nie powinien się zepsuć. Ma on 16 tys. km. przebiegu, jest nowy. Trwają ustalenia co mogło być przyczyną tak poważnej usterki. Druga sprawa: broker (ubezpieczeniowy) nie wywiązał się ze swoich obowiązków i do końca wprowadzał mnie w błąd.

Prezes Szmit zapewniał, że przez siedem godzin „walczył u brokera” o podstawienie samochodu zastępczego. Bez skutku. To radnych jakoś nie przekonało.

- Takich przeprosin oczekiwalibyśmy w czwartek o północy – mówił radny Tadeusz Lizut. - Nie chcę się doszukiwać złośliwości, jakiegoś sabotażu. Jestem daleki od tego. Otrzymaliśmy jednak auto niesprawne technicznie. I wy takim autem wysyłacie nas w drogę o długości 1,3 tys. km? Tak się nie robi.

- Ta sytuacja godzi w nas jako w całą radę – dodał podczas obrad radny Grzegorz Podgórski. - Co to są za tłumaczenia? Jaki broker? Czy my nie mamy samochodów w tym mieście? Przecież wystarczyło zadzwonić do PGK czy kogokolwiek! W MZK było też drugie auto do dyspozycji. To co się stało jest bulwersujące.

Konsekwencje muszą być wyciągnięte

Głos zabierali także radni: Maria Stręciwilk-Gościcka (mówiła o „horrorze z czwartku”). Rafał Zwolak, Franciszek Josik, Wiesław Nowakowski oraz m.in. Marek Walewander. Dyskusja była długa i emocjonalna. Radny Lizut domagał się konsekwencji wobec osób, które zawiniły, a radny Walewander mówił o „bajerze, który wciska prezes MZK”.

- Pan zgania wszystko na brokera – mówił do prezesa podczas sesji. - Zachowanie pana budzi wiele wątpliwości. Pan zhańbił Radę Miasta i radnych!

Nie zabrakło też innych, ostrych głosów. - Nie może być też, że samochód po 16 tysiącach już jest gratem – mówił radny Nowakowski. - Ja też uważam, że konsekwencję muszą być wyciągnięte.

Jaka była na to odpowiedź? Wiceprezydent Orzechowski przekonywał, iż zarzut braku szacunku do radnych oraz celowego narażania ich bezpieczeństwa jest nadużyciem. Prezes Szmit sprawę natomiast bagatelizował.

- Tak podsumowując, życzę państwu wszystkim, abyśmy tylko takie problemy w życiu mieli, że się samochód zepsuł i nie był podstawiony. Będziemy naprawdę szczęśliwymi ludźmi – powiedział do radnych na sesji.

od 7 lat
Wideo

Zlot Cadillaców Inowrocław 2024

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: „Czwartkowy horror”, czyli dlaczego radni nie pojechali do Niemiec - Zamość Nasze Miasto

Wróć na lublin.naszemiasto.pl Nasze Miasto