Arkadiusz Pelczar, prezes Startu Lublin: „W internecie wszyscy są trenerami"

Krzysztof Nowacki
Krzysztof Nowacki
Udostępnij:
Po sześciu meczach koszykarze Polskiego Cukru Pszczółki Startu mają na koncie tylko jedno zwycięstwo. Fatalny bilans lublinianie spróbują poprawić w piątek (godz. 19.30), podejmując w hali Globus Twarde Pierniki Toruń. Prezes klubu, Arkadiusz Pelczar ma nadzieję, że kibice nie odwrócą się od drużyny.

Po porażce w Warszawie internet huczał, że był to ostatni mecz trenera Davida Dedka na ławce Startu. Podobno odbyliście poważną rozmowę?
Cały czas ze sobą rozmawiamy. Nie jest tak, że nagle coś się stało i jedną rozmową gasimy pożar. Od początku sezonu spotykamy się, analizujemy i staramy się wyciągać, jak najlepsze wnioski. To, co sugeruje się w internecie, to czyjeś prywatne odczucia, które nie są związane z rzeczywistością i z tym, jak wygląda funkcjonowanie w sporcie. Każdy niech swoje opinie zostawi dla siebie. Ludzie chętnie i szybko oceniają innych, żądają głowy. W internecie wszyscy są trenerami, a to nie jest takie proste.

Czyli nadal masz zaufanie do trenera Dedka i jego pracy?
Zaufanie mają wszyscy, bo my wybraliśmy tych ludzi i na nich postawiliśmy. Ale zaufanie polega na tym, że musi być też wynik. Jeżeli wyniku nie ma, to każdy z nas jest dorosły i sam jest w stanie uderzyć się pierś i powiedzieć, co było dobre, a co złe. Przed nami ważny mecz z Toruniem i do niego się przygotowujemy. Drużyna potrzebuje spokoju, bo jak jest dobrze, to wszystko fajnie wygląda i błędy są niewidoczne. Ale jak nie idzie, to każda, najmniejsza rzecz jest zauważalna i denerwująca. Nie chcemy teraz wprowadzać dodatkowego stresu, ciśnienia i presji na ludzi, którzy przecież potrafią grać w koszykówkę. Nieraz to udowodnili, nawet w przegranych meczach, wracając często z „dalekiej podróży”. Nam potrzeba spokoju i cierpliwości.

Co z zawodnikami, czy wobec nich klub postawił jakieś ultimatum? Czy możliwe są kolejne zmiany kadrowe?
Są możliwe i nie jest powiedziane, że tak się nie stanie. Nie chcemy jednak doprowadzać do sytuacji, że przed samym meczem robimy nerwową atmosferę. Zawodnicy są świadomi po co i o co gramy. Każde dodatkowe bodźce potęgują stres. Oni również czytają internet i mają świadomość, co robią dobrze, a co źle. Mamy określony cel, który chcemy realizować.

Z twojej perspektywy, co jest największym problemem?
Brak czasu. To nasza największa bolączka. Brakowało nam trochę czasu już w trakcie przygotowań. Druga rzecz, to kilka meczów mogliśmy rozstrzygnąć na swoją korzyść. Gdyby pierwszy z Anwilem był wygrany, to pewnie inaczej wszystko by się potoczyło, bo morale w drużynie byłoby inne. Mecz z Sopotem przegraliśmy ostatnim rzutem. W Warszawie zagraliśmy słaby mecz, a ze Szczecinem bardzo słaby. Na pewno brakuje nam wsparcia na pozycji numer 3. Zawodnicy grający na tej pozycji nie dają nam tego, co powinni. Pozycję rozgrywającego wzmocnił Joshua Sharkey, ponieważ Tweety potrzebował zmiennika, żebyśmy utrzymywali poziom grania. Ale z pozycją numer 3 mamy problem.

W tym momencie pozyskanie nowego zawodnika będzie trudne?
Legia Warszawa po oddania Joshua’ego już praktycznie miesiąc czasu szuka zawodnika. Szczecin podobnie. Rynek nie jest łatwy, chociażby z tego powodu, że część mocnych lig dopiero startuje. Nie możemy też zapominać, że cały czas mamy okres covidowy. Nie wiemy w jakiej formie przyjedzie nowy zawodnik. To jest też bardzo duże ryzyko. Możemy czekać na zawodników, którzy stracą miejsce w składach silnych drużyn i wtedy będziemy mogli ich pozyskać. Ale w Hiszpanii były dopiero dwie kolejki, a G League dopiero rusza. Cześć topowych zawodników wciąż czeka. I to nie jest tylko nasz problem, bo w identycznej sytuacji jest Zielona Góra, Wrocław, czy Ostrów. Wszyscy wymieniają zawodników. My możemy coś chcieć, ale musimy dostosować się do realiów panujących na rynku. Nie jest tak, że siedzimy z założonymi rękami i czekamy aż ktoś do nas przyjdzie. Przeglądamy oferty, które dostajemy z agencji, rozmawiamy, ale nie są to oferty, które byłyby w stanie podnieść nasz poziom sportowy.

W piątek Start zagra w hali Globus z Toruniem. Jak zachęcisz kibiców, żeby mimo tych niepowodzeń przyszli i dopingowali drużynę?
Przede wszystkim chciałbym, żeby utożsamiali się z drużyną i w ciężkich chwilach jej pomogli. Zespół tego potrzebuje, a to jest grupa naprawdę fajnych osób. Lubimy często marudzić i narzekać, ale nie o to w sporcie chodzi. Sport jest także elementem rozrywki, zabawy i emocji, a nie tylko drwin. Warto kibicować, bo mimo wszystko to jest ekstraklasa i oglądamy fajne mecze.

PRZYJEŻDŻAJĄ TWARDE PIERNIKI
Koszykarze Startu mieli w tym roku ambicje walczyć o czołowe lokaty w Energa Basket Lidze. Po miesiącu rozgrywek lublinianie plasują się jednak na dole ligowej tabeli z bilansem 1 wygranej i pięciu porażek, a nad drużyną zbierają się coraz czarniejsze chmury. - Czy się martwię? Wiadomo, jaki jest sport – powiedział po ostatniej porażce w Warszawie trener David Dedek zapytany o swoją przyszłość.

W piątek lublinianie podejmą Twarde Pierniki Toruń, które sezon rozpoczęły od bilansu 4-2. Rywale dwukrotnie potrafili wygrać w hali przeciwnika, w Sopocie oraz we Wrocławiu. „Czerwono-czarni” z kolei przegrali wszystkie trzy mecze przed własną publicznością. Spotkanie w hali Globus rozpocznie się 15 października o godz. 19.30.

Gala „France Football” fiaskiem organizacyjnym? Komentarz

Wideo

Materiał oryginalny: Arkadiusz Pelczar, prezes Startu Lublin: „W internecie wszyscy są trenerami" - Kurier Lubelski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie