Autor: Kamil Pik

2017-02-07, Aktualizacja: 2017-02-10 11:36

Tango zdarza się w objęciach ramion

- Pan Zenon, który w kapciach szura sobie po domu, w tangu staje się zupełnie kimś innym, jakby wyrwał się z iluzorycznego pudła, w którym tkwił przez lata. Tango jest tu istnym wehikułem czasu - mówi Kamila Jezierska, tancerka, choreografka, instruktorka tańca, wielokrotna laureatka festiwali tanecznych i teatralnych, członkini The Icelandic Association of Professional Dancers, trenerka rozwoju osobistego, a prywatnie zwolenniczka radowania się.

Janusz Milanowski: W pięknym filmie „Tango” Carlosa Saury mężczyźni mówią do kobiet: „nie mogę bez ciebie żyć”. Czy tango jest takim wołaniem od Niego, do Niej?

Daleka jestem od tego, żeby tak uważać.

"Tangere" po łacinie znaczy "dotykać". Dla mnie to choreografia ludzkich namiętności: tango miłości, tango nienawiści, ostatnie tango, tango noturno, tango pożegnania, tango muerte... Długo można wymieniać.

Tango mówi: "chcę spędzić z tobą czas"... Zaczyna się od cabeseo - spojrzenia partnera i partnerki na siebie. Wyobraź sobie... Milonga, czyli wieczorek tangowy, piękna duża pałacowa sala, urzekające dźwięki starego tanga i dwoje ludzi odnajduje się wzrokiem. Ona patrzy na niego, on na nią i w ten sposób poprzez tłum mówią do siebie: "Tak, chcę spędzić z tobą czas".
Tango zaczyna się od spojrzenia. Gdy kobieta nie odwróci wzroku, mężczyzna podchodzi bliżej... Wtedy ona wstaje i zaczynają tańczyć tandę, czyli trzy lub cztery utwory trwające około 12 minut. To jest magia.


To znaczy, że tango zaczyna się od niewypowiedzianego porozumienia dusz.

Można tak powiedzieć...



Tak to widzę.

No i tak się zaczyna tango. Stajesz naprzeciwko niej i nie wiesz, co będzie dalej. To, co dla mnie jest najbardziej fascynujące w tangu, to powrót do takich klasycznych ról społecznych. Mężczyzna powraca do swojej siły, jest tym, który opiekuje się partnerką, dba o nią, zabiega, zaprasza. A kobieta ma chwilę, by odpuścić ten korowód, który ciągnie często sama przez życie. I przez tandę jest z nim i tańczy dla niego.

Ale mężczyzna musi napierać w tańcu?

Nie powiedziałabym „napierać”. Mężczyzna, jak to mężczyzna, jest konsekwentny, stanowczy, ale nie brutalny. On prowadzi i proponuje. Im bardziej doświadczony tancerz, tym więcej będzie dawał przestrzeni partnerce na odpowiedź. Będzie pozwalał jej błyszczeć, a nie tylko sięgać po swoje. To tak, jak w życiu.

I teraz myślę, że chodzi o coś więcej niż „chcę spędzić z tobą czas”.

Wiesz co, tango to jest tango, a życie to życie. Dwanaście minut na parkiecie trzeba oddzielić od tego, co jest poza nim. To taniec towarzyski. Niezależnie więc od tego, jak cudowną tandę przeżywa kobieta, to i tak wraca potem do swojego partnera.

Kiedy jest cudownie?

Gdy zamyka oczy, gdy czuje tylko partnera i nie liczy się nic wokół.

Zamknęłaś kiedyś oczy?

O, tak (śmiech). Często zamykam oczy, by tańczyć i się w tym zatracać, a nie oceniać, myśleć i się przez to blokować. Trzeba wiedzieć, że podczas milongi tańczy się tandy. Tanda to trzy, cztery tanga, które partner tańczy z partnerką i w złym tonie jest to przerwać. Raz, gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że partner mi dziękuje. "Jak to? Przecież to dopiero pierwsze tango!?" - powiedziałąm. "Nie Kamilo, czwarte"… - odpowiedział.

Odpłynęłaś...

Absolutnie.

Zamknąć oczy, żeby bardziej czuć partnera... Coraz bardziej wydaje mi się to zmysłowe.

Mój przyjaciel mówi o tangu tak: "ja tańczę dla partnerki, partnerka tańczy dla mnie". To wyraźnie wskazuje na różnicę, kiedy jest tylko wykonanie i technika, czyli kompletnie nic się nie dzieje. A zupełnie inaczej jest, gdy partnerka jest z tobą. To jak z dotykiem; możesz po prostu położyć komuś rękę na ramieniu albo zrobić to tak, żeby nawiązała się więź.


© Janusz Milanowski



Jak długo tańczysz tango?

Tańczę w ogóle prawie ćwierć wieku. A tango na poważnie zaczęłam w 2007 r., kiedy wyjechałam do Islandii. Na początku trudno mi było znaleźć pracę w zawodzie tancerki lub nauczyciela tańca, a potrzebowałam ruchu dla siebie. Z przyjaciółką chodziłyśmy tam na milongi. Tak poznałam odpowiednich ludzi i w końcu zaczęłam nie tyle uczyć tanga, co opracowywać ćwiczenia ruchowe, które poprawiają motorykę ruchu w tangu. Poznałam też Ozgura Demira, tangero na światowym poziomie, który obecnie robi karierę międzynarodową - pokazy, warsztaty, seminaria. On mnie uczył tanga, a ja uczyłam go tańca współczesnego. Do Islandii wyjechałam na trzy miesiące, a spędziłam tam cztery lata.

Ucząc tylko tanga, czy coś jeszcze robiłaś?

Nie. Byłam dyrektorem wydziału tańca współczesnego w jednej ze szkół w Reykjaviku i choreografem islandzkiej kadry łyżwiarstwa figurowego na lodzie. Uczyłam też tańca współczesnego, choreografii i kompozycji. Występowałam, tworzyłam.

A potem były Indie?

Tak. W pewnym momencie, tam w Islandii, zbudziłam się z taką świadomością, że jestem w kraju, gdzie czuję się bardzo bezpiecznie, mam pracę, mieszkanie, świetnych przyjaciół, zostałam zaproszona do Związku Tancerzy Zawodowych na Islandii, co było dla mnie dużym wyróżnieniem i zaczęłam mieć poczucie, że jest dla mnie zbyt bezpiecznie. "I co? - pomyślałam sobie. - Pewnego dnia obudzę się z dwójką dzieci i mężem u boku w miejscu, które wiem, że nie jest moje". Otworzyłam komputer i kupiłam bilet do Indii.

Uciekłaś od wszystkiego, co zdołałaś zbudować?

Tak… Wtedy przeraziło mnie to, że miałabym gdzieś osiąść, zatrzymać się… Niespokojny duch nadal chciał gnać, doświadczać, zmieniać… Mój świat nagle zaczął migać jak w kalejdoskopie, wszystko się nagle przetasowało i nie pytaj o szczegóły. Nauczyłam się, że bez względu na to, ile tysięcy kilometrów się przejedzie, to i tak znajdziesz się w tym samym miejscu, które właśnie opuściłeś. Może sceneria inna, i aktorzy nie ci sami, ale role i schematy identyczne.

Hindusi tańczą tango?

Wyobraź sobie, że tak! Dla mnie niesamowite było to, że dotyk w Indiach nie jest czymś takim jak w Europie. Patrzyłam na moich studentów i zastanawiałam się, jakie bariery wewnętrzne muszą pokonać, żeby tańczyć w objęciach.

Jako nauczycielka tańca przeżyłaś dwa skrajne doświadczenia kulturowe.

W Islandii siedmiolatki mówiły do mnie na „ty”, bo tak tam jest. W Indiach moi rówieśnicy i starsi ludzie zwracali się do mnie per „mam”, czyli z angielska „proszę pani”. Nauczyciel traktowany tam jest prawie na równi z Bogiem. Uczyłam swoich studentów także masażu, bo po ośmiu godzinach pracy tancerza jest to niezbędne. Demonstrowałam to na chłopaku, zaczynając od masażu stóp, które w hinduskiej kulturze są „nieczyste”, i raczej się ich nie dotyka, chyba, że na znak uniżenia, szacunku. Po lekcji ów student, nota bene z kasty Braminów, czyli kapłanów, przyszedł do mojego kantorka i powiedział, że bardzo źle się czuje z tego powodu, że dotknęłam jego stóp. Uklęknął i poprosił o błogosławieństwo. Położyłam dłonie na jego głowie, wtedy on dotknął moich stóp, podziękował i wyszedł. Mnie, jako nauczycielowi, Indie otworzyły nową perspektywę, nowe spojrzenie na uczenie innych.



O czym powinienem myśleć, zaczynając naukę tanga?

Przede wszystkim o tym, żeby się bawić, a nie oceniać siebie - bo to zabija przyjemność. Jeśli potrafisz chodzić, to przy odrobinie chęci i wytrwałości nauczysz się tanga. Mało tego, nie trzeba mieć stałego partnera by tańczyć tango, tu każdy tańczy z każdym, jeśli oczywiście chce. To tylko trzy kroki: do przodu, do tyłu, w bok i piwot (obrót) oraz nieskończona ilość ich kombinacji.
Pamiętaj, że tango to jest to, co się zdarza w objęciach ramion, a nie to, co widzą ludzie z zewnątrz.


Zdążę jeszcze błysnąć w karnawale?

Wystarczy klika lekcji, żeby już zacząć się tym tangiem bawić.

Naprawdę? Mówisz coś bardzo fajnego, bo przeciętny Kowalski swoje wyobrażenie o tańcu czerpie z „Tańca z gwiazdami”. Dla mnie to jest cyrk i zawody sportowe, a każdy Polak na weselu po którejś secie „trzyma ramę”.

Dokładnie! Z jednej strony, te programy spopularyzowały taniec, a z drugiej - stworzyły jakiś chory mit o tym, czym on jest. I to jest smutne… Tango wymyślili prości ludzie, którzy po prostu chcieli się bawić. Nie wymyślili tanga choreografowie czy baletmistrze - to taniec ludu, efekt spotkania różnych kultur na emigracji. Taniec ma być przyjemnością.

Kowalski chce sprawić żonie przyjemność i zapisze się na tango, nie musi robić sto brzuszków dziennie.

Oczywiście, że nie musi! Ale może. (uśmiech)

A czego może się spodziewać?

Tango, ze względu na pozycję ciała, daje facetowi więcej pewności siebie. Mężczyzna w tangu jest wyprostowany, z mocno wypiętą klatką, ale obejmuje delikatnie. Tango uzewnętrzni jego męstwo, jeśli gdzieś je zagubił, przypomni, że ma być szarmancki i dbać o kobietę, a nie przepraszać, że żyje lub siłą, dyktatorsko forsować swoje racje. Gdy powtarzam swoim uczniom: „wyprostujcie się”, to widzę, jak ich twarze stają się bardziej pociągające, pewne siebie i atrakcyjniejsze.
Pan Zenon, który w kapciach szura sobie po domu, staje się zupełnie kimś innym, jakby wyrwał się z jakiegoś iluzorycznego pudła, w którym tkwił przez lata. Tango jest tu istnym wehikułem czasu… Zmieniając w ten sposób nawyki ciała, otwieramy to, co gdzieś, kiedyś zamknęliśmy w sobie. To piękny widok, gdy mężczyzna staje przed kobietą i porywa ją pewnością siebie, a nie siłą.


Mówiłaś, że to powrót do tych klasycznych ról społecznych.

Mężczyzna prowadzi, a my za nim podążamy i czasami to jest jedyny moment w życiu, kiedy możemy za nim podążać, bo całą resztę ogarniamy często same.

Feministki powinny bojkotować tango.

Jak chcą? Wyobrażam sobie, że rozsądna feministka powie jak moja babcia: "mądra kobieta potrafi tak pokierować sytuacją, żeby mężczyzna myślał, że to wszystko to jego pomysł" (uśmiech). Kobiety mogą czerpać olbrzymią przyjemność z tego, co robią ze sobą przed milongą, to istny rytuał; kiedy dobierają sukienkę, buty, robią makijaż, a wszystko po to, by błyszczeć. Panowie z kolei dbają o siebie, nakładają perfumy, żeby podobać się partnerkom. Dlatego twierdzę, że jest to powrót do dawnych porządków, ale dobrych porządków.
Jestem samodzielną kobietą, ale uwielbiam, gdy mężczyzna otwiera przede mną drzwi i o mnie dba. Mądra kobiet wie, że nie powinna zmieniać opon w samochodzie.

Tango nam o tym przypomina?

Tango to sposób spędzania wolnego czasu - podkreślę jeszcze raz. Ale rzeczywiście - przypomina. Tango to takie subtelne rejestry.

Rozmawiał Janusz Milanowski

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

ff (gość)

Nachalna promocja sodomitów. Szwabski portal próbuje siać zgorszenie w naszym kraju. Powinno się tego zakazać prawnie, a sprostytuowanych dziennikarzy wybatożyć publicznie na rynku.